Co można robić i internecie? No niby wszystko. Ale jak na studenta przystało, najlepiej jest oglądać koty czy tam żubry. Ja nie jestem prawdziwym studentem. Chociaż... Nie, jednak nie. Zeszyty otwieram tylko na zajęciach i nigdy wcześniej. Bo po co mam tracić czas, skoro mogę go poświęcić na bardzo ważne rzeczy.
Ostatnio trafiłam na taką stronę z quizami. To takie głupie, ale wciąga. W swoim wyimaginowanym zespole byłabym gitarzystką, mimo, że nie umiem grać. Przecież to mój zespół, więc mogłabym to sobie jakoś wyobrazić. Ale co ważniejsze, w jednym z nich wyszło, że jestem grubym leniwym kotem. Grubym to grubym, ale leniwym? No może i tak, skoro łączę się z internetem średnio 2 razy w tygodniu, bo jestem na tyle leniwa, żeby włączyć komputer. Nie, nie mam internetu w telefonie. On jest na tyle starym, ale jednocześnie nowym, typem, że nie obsługuje tego. Wystarcza mi, że mogę się dodzwonić lub ktoś do mnie, ale to i nie zawsze bo i tak odbiorę 1 połączenie na 10.
Miałam nie pisać o jakichś bzdurach. Tylko o lenistwie. Zdałam sobie sprawę ile ja czasu marnuję na jakieś głupoty. Ile energii poświęcam na bezużyteczne sprawy. Ile ja niepotrzebnej wiedzy chłonę. Chociaż żadnej wiedzy nie jest za dużo. Ale co mnie obchodzi kto jest najbogatszym Polakiem? Kulczyk, ale zaraz za nim Solorz-Żak. Ale kim jest najbogatszy człowiek świata? Oczywiście Bill Gates. Co dziwne Zuckerberg jest dopiero na 21. miejscu szok. Tylko zarobki najbogatszych ludzi świata przelicza się w miliardach, a Polaków tylko w milionach. Ja uważam Gatesa za bardzo dobrego człowieka, bo większość tego, co zarobił, oddał na cele charytatywne. I nadal jest jednym z najbogatszych. Ci to dopiero mają. A "Candy Crush Saga" została wyceniona na prawie 8 miliardów dolarów.
I znowu odbiegam od tematu. Czy ktoś kiedyś zastanawiał się ile czasu spędzamy na robieniu niczego? Nietzche. Serio. Jesteśmy w tym ekspertami. Zresztą tak, jak od wszystkiego. I to przejawia się nie tylko w takich codziennych czynnościach. Dając na przykład oglądanie filmów. Oglądamy je w telewizji, ale ostatnio coraz częściej w internecie. Można online, ale można też ściągnąć nielegalnie. Według ostatnich statystyk, drugi sezon "House of Cards" został masowo spiracony przez Polaków. No dobra na film można pójść do kina, ale co z serialem? Ciężko znaleźć dobrą platformę telewizyjną, żeby obsługiwała akurat ten kanał, który jest nam potrzebny. Istnieje wiele takich platform, ale nie są dostępne do skorzystania z nich w Polsce.
Miało być o marnowaniu czasu, a ja rzuciłam kilkoma ciekawostkami w ogóle w życiu nieprzydatnych. Nikt nic z tego nie wywnioskuje. Ja straciłam czas na napisanie tego, co jest bezużyteczne, zbędne i generalnie na nic. W żaden sposób nie zostanie to wykorzystana. A ja siedzę i zużywam moją cenną energię.
Tak dla informacji: Nie oglądam kotów w internecie.
