24 mar 2014

Ciężki (ty)dzień


Wstajesz styrana. Myślisz poniedziałek, znowu. Poniedziałek byłby do przeżycia, gdyby nie ci wszyscy ludzie. Nie lubię tych ludzi. Właśnie tych, przez których samo przejście obok nich to katusze. Chociaż ludzie sami w sobie wcale tacy źli nie są. Wiesz, że możesz bez nich żyć, ale to nie było by to samo. Nie byłoby się z kogo pośmiać, chociaż staram nie śmiać się z ludzi. Ale dlaczego miałabym tego nie robić, skoro oni to robią. 
Ale jak już zaakceptowałaś fakt, że nie masz wyboru i musisz wyjść. Bo nie chcesz skończyć jak Roma Gąsiorowska w Sali samobójców. Dochodzisz do wniosku, że jeszcze kilka godzin i będziesz już wolna. Tym bardziej, że przecież prawie cały poprzedni tydzień leżałaś chora. A że pogoda skłania do zrobienia czegoś pozytywnego, wracasz do domu tak energicznie, że nie spostrzegasz, że jest już na tyle późno, że nie ma co już zrobić.


Oglądasz seriale, bo już się ściemnia, więc nie ma sensu zaczynać coś nowego. Włączasz komputer bo jak zawsze w takie dni to robisz. Całe szczęście, że zazwyczaj to mniej niż jeden dzień na tydzień. Wchodzisz na natemat.pl i widzisz sellotape selfie. Jakby zwykłe selfie było za mało. Znudziło się. A wszystko przez Carreya, bo w filmie Yes Man okleił się taśmą. Ale na litość boską to Jim Carrey! Jemu wszystko wolno.
Przeglądasz dalej, a tam góry w Krakowie. Dobra, nigdy nie byłam tam, ale z tego co mi się wydaje czegoś takiego tam nie ma. Tak oto miasto promuje się w walce o Igrzyska 2022. Jest i taka informacja, że prawdopodobnie ma odbyć się referendum dotyczące organizacji tychże igrzysk. Oficjalnie miasto zgłosiło swoją kandydaturę, ale mieszkańcy nie wyrazili się jasno w tej kwestii. Nic dziwnego, to drogie przedsięwzięcie.

Bardzo się cieszę, że ludzie wyjeżdżają z polską kulturą do innych krajów. Świetny projekt Instytutu Lecha Wałęsy. Produkt krajowy. Serio. Wybierane najlepsze polskie filmy krótkometrażowe. Jesienią w Birmie. W Birmie? Dlaczego tam? Zacznijmy od tego, ze nie ma już Birmy. No jakby jest, ale nie pod tą nazwą. Teraz to Mjanma. Swoją drogą, pojechałabym tam. Pierwszym przystankiem będzie Kijów, i bardzo dobrze. Projekt ma na celu rozpowszechnić polską kulturę w krajach rozwijających się i niedemokratycznych.


Teraz coś, co naprawdę mnie cieszy. Hugh Laurie znowu w Polsce. Tak podała Agencja Artystyczna Go Ahead. Pod koniec lipca pojawi się w Poznaniu i w Szczecinie. Może w tym roku uda mi się. Laurie to chyba jedyny aktor i muzyk jednocześnie, którego bardzo lubię. To mi szczególnie poprawiło humor. Po tym wycieńczającym poniedziałku.
Just let them talk.

Wpis nasączony optymizmem.

Disqus

blog comments powered by Disqus