16 maj 2014

Jura, kreda, plastelina

Chcesz coś zmienić.

To bardzo normalne. W końcu robisz plan. Wiesz co chcesz robić. Każdego ranka wstajesz radosna, bo masz jakąś koncepcję. Jesteś tak zadowolona, że wszyscy pytają jak można być tak wesołym wcześnie rano. Jak w ogóle można być wesołym cały dzień. Nienormalne. Zaprojektowałaś sobie życie. Pierwszy punkt programu - trudne. Przejdźmy do drugiego - może później. I tak cały czas może później. I przechodzisz do ostatniego punktu i dajesz sobie spokój. Zawsze sobie dajesz spokój. Bo jesteś jeszcze za młoda, by rozsądnie podchodzić do przyszłości. Trzeba się wyszaleć, niektórzy w twoim wieku teraz maturę piszą, może jeszcze nie, nawet starsi od ciebie jeszcze matury nie mają. A ty już pisałaś. I co? Zapewniło to ci jakąś ciekawą przyszłość? Wtedy dochodzisz do wniosku, że studia są na tyle niepotrzebne, że chcesz je zostawić, bo przecież poradzą sobie bez ciebie. I wtedy słyszysz samą siebie. Zaraz, zaraz, jeśli nie to, to co? Nie wiesz. Zaczynasz rozumieć po co są studia. Studia to takie kilka lat wyjęte z życiorysu. Mało do niego wnoszą. Bo teraz taki tytuł, to może mieć każdy. To myślisz o czymś własnym. Tak, zakładasz biznes. Tak, będziesz miała własną działalność, zdobędziesz doświadczenie na wysokim stanowisku. Nawet masz pomysł. To połowa sukcesu. Tylko z druga połową to już gorzej. Zarejestrować łatwo. Ale im dalej, tym trudniej. Nazwy druków brzmią jak jakieś substancje konserwujące i przeciwutleniacze. Na chemii się nie znasz, to i tego nie poznasz. Mimo, że nudne, zostajesz na tych studiach. Przynajmniej masz kilka lat na nowe wnioski. A jak dobrze pójdzie, to trochę więcej.

I w takich przemyśleniach dręczysz się już od dłuższego czasu, ale nie masz pojęcia co teraz i co później. Bo w liceum było dobrze, nie musiałaś myśleć o przyszłości. Nie miałaś tyle obowiązków, nie musiałaś pracować. Bo wtedy, jeśli potrzebowałaś, rodzice dawali ci pieniądze, teraz też, ale ty już nie chcesz, bo jesteś na tyle stara, by sama o siebie zadbać. Ale już nie tak młoda by bawić się plasteliną. I codziennie włącza się takie dziecko w środku. Pozwalasz mu wyjść, co ma się tam wewnątrz męczyć. Ale rodzice tak czy siak będą się martwić i zawsze pomogą, bo jesteś ich dzieckiem.

Gdzie jest moja plastelina?

Disqus

blog comments powered by Disqus