Masz coś do poniedziałków? Poniedziałki są spoko. Zawsze tak pobudzają, dodają energii. A dzisiaj wtorek. Wtorek też jest sopko. A jutro środa. Też spoko. Ale najlepsze są czwartki. Może dlatego, że zaczynam weekend. Ale jak weekend się kończy, to znowu wszystko się zaczyna. Taka pętla. Miałam tyle energii wczoraj, ale całą zużyłam. Słabo wystarczyło na dzisiaj. Ale ładuję i znowu szaleję.
Jak to ktoś kiedyś napisał. Poniedziałek to taki mały pierwszy stycznia. Nowe postanowienia, nowe pomysły. No bo kto nigdy nie powiedział: "Dobra, od poniedziałku". Może częściej zdarza się "od jutra". Ale takie postanowienia nie trwają długo. Ulatniają się właśnie w poniedziałkowy poranek. I wtedy jest "od jutra".
"Nie lubię poniedziałków" to takie mainstreamowe. Nie lubię wtorków! Dlaczego? Bo po całym tym hejtowaniu poniedziałków, następnego dnia nie ma już sił na normalne życie. Ja nie mam sił? Ja?
Tak na serio, jak się lubi to co się robi, czy pracuje, czy uczy, to nie przeraża fakt powrotu po weekendzie. A ja robię to, co wydaje mi się, że umiem.
Nie lubię wtorków!