12 wrz 2013

Co ja tu właściwie robię?

Pewnego cudownego, dobre cudownego. Pewnego zimnego, prawie jesiennego dnia, budzisz się o 8 rano, a przecież są jeszcze wakacje. Trudno. Przecież uczelnia, na którą się wybierasz wymaga zaświadczenia od lekarza medycyny pracy o braku przeciwwskazań do studiowania danego kierunku. Więc wstajesz, bo trudno mówić o obudzeniu się. Pijesz gorącą, zieloną herbatę w pochmurny dzień. Idziesz zaspana do łazienki. Smarujesz się nie wiadomo iloma kremami, sama nie wiesz po co, ale nic nie zaszkodzą. Ubierasz się, nie masz pojęcia w co. Robisz to tak mozolnie, że ślimak z żółwiem na plecach zrobiłby to szybciej. Nagle spostrzegasz, że twoje włosy nie wyglądają wyjściowo. Ni to rozpuścić, ni to związać. Robisz cokolwiek, i tak wcale nie wyglądasz lepiej. Nareszcie wychodzisz z domu. Suniesz na przystanek, który jest tak daleko, ale idziesz. Wsiadasz do tego autobusu, a tam siedzą ludzie. Za dużo ludzi. I to miny jakby... W sumie to nie mają min. Siedzą z kamiennymi twarzami. Nie ma nikogo, kto by miał chociaż zalążek uśmiechu na twarzy. I wszyscy zmywają się w jedną plamę. A teraz mogłabyś sobie spać w cieplutkim łóżeczku. Otulona kocykiem i kołdrą, bo inaczej za zimno. I zadajesz sobie to pytanie: Co ja tu właściwie robię?
Właśnie wtedy zdajesz sobie sprawę, że nic nie robisz. Zupełnie nic.
Uświadamiasz sobie, że herbata w domu zawsze smakuje tak samo, a nie tak, jak w jakimś drogim lokalu; że kremy nie nawilżają, jak w reklamach; że nie masz ubrań od Prady; że nie masz kasy, żeby codziennie chodzić do fryzjera, by twoje włosy codziennie wyglądały wspaniale; że twoja przyszłość nie wydaje się być taka jak w filmach. I w końcu orientujesz się, że nie jesteś Kirsten Dunst, bo już w wieku 12 lat nie zagrałaś u boku Toma Cruisa i Brada Pitta; ani Keirą Knightley, która właśnie w wieku 18 lat zagrała w ,,Piratach z Karaibów" z Johny'm Deppem.

Poczekaj. Może i twoje życie to nie jest american dream. Ale dream to na pewno. Ktoś z pewnością chciałby mieć twój los. Może komuś się nie udało. Może ktoś urodził się z jakąś chorobą i marzy o takim żywocie, którego często nie szanujesz. Może chce wstać sam, o swoich siłach, ale nie może. Więc nie narzekaj.

Każdy marzy o czymś, czego nie ma. Nie cieszy się z tego, co akurat trafiło się, akurat na twojej drodze. Ogarnij się! Szczęście przychodzi DO CIEBIE codziennie. Tak, do CIEBIE! Nie w takich ilościach, jakie pragniesz, ale w takich ile potrzebujesz. W wiesz mi, do szczęścia potrzebujesz tak niewiele. Wystarczy jeden, odwzajemniony uśmiech. Szczery uśmiech.

Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl, co od życia dostajesz. Jeśli to nie pomogło, to zacznij od nowa.

Disqus

blog comments powered by Disqus